Co to jest polski produkt ?

O którym przedmiocie mozna powiedzieć ,że jest bardziej polski? Czy przedmiot zaprojektowany przez firmę w RP z 100% udziałem kapitału polskiego ,w budynkach zbudowanych 100% z polskich komponentów itd,itp. ? Jest polskim produktem? Przy takiej definicji nie ma rzeczy (przedmiotu) o której można powiedzieć rzecz polska. I nie ma mowy o rozpowszechnianiu popularyzacj! i rzeczy polskiej bo takowej nie ma. Czy Rzeczpospolita Polska jest z góry skazana na niebyt czy marginelizacje , satelitę? Czy historia Naszego kraju daje odpowiedź na pytanie? Fiat Auto Poland 70% produkcji eksportuje do Włoch ,10% sprzedaje w RP ,20% przypada na świat (dane z pisma "Fiat Wokół Nas).Ten przykład pokazuję ,że idea inteligentnego portfela jest włochom znana .Prezydent Włoch jeździ Lancią (własność Fiata).Prezydent Francji Peżotem.Królowa brytyjska Jaguarem itd. RP jest krajem satelitą prowincją Europejskiej Uni.


 

Szanowny Panie,

 

dziękujemy za Pana zainteresowanie ideą „Inteligentnego portfela”. Cieszymy się, że lektura naszego opracowania pobudza do refleksji nad kwestiami związanymi z naszą polską gospodarką.

 

Pana wątpliwości zawarte w pytaniach, co to jest produkt polski czy też, który z towarów jest bardziej polski, są w pełni uzasadnione. W dobie globalizacji rynków handlowych bardzo trudno precyzyjnie ustalić co tak naprawdę kryje się pod tym pojęciem. Dlatego właśnie w naszym opracowaniu używamy określenia produkt zaprojektowany i wytworzony w Polsce, a więc taki który zawiera jak najwięcej wartości dodanej w kraju, co z kolei ma wpływ na wartość PKB,a w konsekwencji na wysokość naszych zarobków. Żeby podejmować korzystne, z punktu widzenia konsumenta, decyzje trzeba znać podstawy ekonomii. Dzięki temu będziemy umieli policzyć kupno jakiego produkty bardziej nam się bardziej opłaca. „Inteligentny portfel to kompendium ekonomicznej wiedzy. Jeśli tylko będziemy przekonani do samej idei, zdobyta wiedza nauczy nas dociekliwości w zdobywaniu informacji o firmach z polskim kapitałem. Źródłem wiadomości o producentach są strony www poszczególnych firm czy też ogólnodostępne informacje zawarte na przykład w Krajowym Rejestrze Sądowym.

 

Pana kolejne pytanie: czy produkt zaprojektowany przez firmę w Polsce, ze stuprocentowym udziałem kapitału polskiego, w budynkach zbudowanych z polskich komponentów, jest polskim produktem.

 

Sądzę, że właściwszym byłoby postawienie pytania w jakim stopniu tego rodzaju firma wytwarza produkt, w którym jest jak najwięcej wartości dodanej w Polsce.

 

Musimy tu pamiętać o regułach obowiązujących an wolnym rynku i zgodnych z prawidłami ekonomii. Jeśli polska firma, a z taką mamy do czynienia w pańskim pytaniu, chce z powodzeniem poszerzać swój rynek zbytu, w tym także za granicą, nie może w niczym ustępować konkurencji, nie tylko pod względem jakościowym, ale także cenowym. Jeśli firma konkurencyjna chce obniżyć koszty produkcji i korzysta np. z usług chińskiego, tańszego kooperanta, wówczas musi podjąć podobne działania. W przeciwnym razie wypadnie z handlowego rynku. Produktów, które będą droższe ze względu na wyższe koszty produkcji nikt nie zechce kupić. Nierentowne przedsięwzięcie z czasem będzie się wiązać z ograniczeniem produkcji, a w konsekwencji zwolnieniami z pracy.

 

Pamiętajmy jednak, że jeśli w towarze wyprodukowanym przez polską firmę jest część wartości dodanej w Chinach, to i tak stanowi to stosunkowo niewielki procent w cenie całości produktu. Centrala firmy znajduje się przecież w Polsce. Tak więc wartość dodana, tworzona przez pracowników działu badań i rozwoju oraz kadrę zarządzającą / a więc ta, która stanowi od 5-ciu do 30 procent w cenie produktu/, powiększa polskie PKB.

 

Pana kolejne wątpliwości: czy Polska jest z góry skazana na marginalizację i czy historia naszego kraju daje odpowiedź na to pytanie.

 

Jako autorzy projektu nie dopuszczamy myśli, że nasz kraj stanie się, jak Pan to określa satelitą, prowincją Unii Europejskiej. Gdybyśmy nie wierzyli w to, że jesteśmy w stanie skutecznie działać na rzecz pozytywnych przeobrażeń gospodarczych w naszym kraju, nie angażowalibyśmy się w przedsięwzięcie edukacyjne, jakim jest „Inteligentny portfel”.

 

Jeśli chodzi o historię naszego kraju, to niewątpliwie odbiła się ona głębokim piętnem nie tylko na naszym narodowym charakterze, ale także i na gospodarce. Lata zaborów to czas, kiedy priorytetem była walka o niepodległość, a nie gospodarka. Wysiłek związany z jej odbudową podjęto dopiero w okresie dwudziestolecia międzywojennego po odzyskaniu polskiej państwowości. Jednak znowu wybucha wojna. Po jej zakończeniu dostajemy się w tryby komunizmu i gospodarka wolnorynkowa przestaje istnieć. W tym samym czasie na zachodzie powstają nowe firmy, które z czasem przekształcają się w firmy globalne dysponujące ogromnym kapitałem. To właśnie one po 1989 roku zaczęły inwestować w Polsce. Kiedy centralnie sterowaną PRL-owską gospodarkę zastąpił wolny rynek popadliśmy w euforię. Zagraniczne towary, symbol luksusu i dobrej jakości, stały się wreszcie ogólnodostępne. Ekonomiści i rządzące krajem kolejne ekipy polityków zachwycali się tym, że zasadniczy wzrost PKB wypracowywały polskie odziały dużych korporacji zagranicznych. Nikt specjalnie nie zawracał sobie głowy tym, żeby postawić na rozwój rodzimych przedsiębiorstw. Tymczasem po 1989 roku polscy przedsiębiorcy praktycznie od zera budowali swoje firmy. Nie brak takich, którzy odnieśli sukces, ale w przeważającej większości polskie firmy nie są w stanie konkurować z wielkimi zagranicznymi korporacjami ze względu na różnice kapitałowe.

 

Po roku 1989 tylko nieliczni znawcy reguł ekonomii z dystansem podchodzili do powszechnej w kraju euforii, towarzyszącej prawdziwemu szturmowi zachodnich inwestorów na polski rynek , przewidując, że za kilka lat te same zagraniczne przedsiębiorstwa kierując się zasadą maksymalizacji zysku przeniosą swoje fabryki gdzie indziej, żeby wyprodukować tańszy, porównywalnej jakości produkt. Kryzys gospodarczy, z którym mamy obecnie do czynienia dowiódł, że ci ostatni mieli rację. Dziś niektóre zagraniczne korporacje zaczynają zwijać w naszym kraju swoje interesy, a my możemy liczyć tylko na siebie, a konkretnie na naszych rodzimych przedsiębiorców. Bo to przecież polskie firmy, przeważnie małe lub średnie, oparte w całości na rodzimym kapitale, są mocniej związane ze swoim miejscem pochodzenia, zamieszkania i nawet wtedy, gdy już się rozwiną w duże przedsiębiorstwa i utworzą nowe fabryki za granicą, pozostawiają swoje centra zysku w kraju. Wciąż jeszcze nie dostrzega się tak ważnego gospodarczego faktu, ze mądre prawo i firmy rodzinne najmocniej zapewniają długotrwały wzrost gospodarczy każdego państwa.

 

Czy jesteśmy skazani na marginalizację?

Ciągle nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele zależy od nas samych. Źródło sukcesu gospodarczego tkwi w zmianie sposobu naszego myślenia. Wielu Polaków nadal żyje w przekonaniu, że za wszystko odpowiedzialne jest państwo. Brak znajomości podstaw ekonomii sprawia, że przeciętny obywatel ma kłopoty z funkcjonowaniem w realiach gospodarki wolnorynkowej, zwłaszcza w czasie kryzysu. Do Unii Europejskiej Polska należy od 2004 roku, ale nadal nie rozumiemy dlaczego zarobki w obrębie wspólnoty są tak zróżnicowane. Przeciętny Polak nie potrafiłby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego lekarz, kierowca tira w Polsce zarabiają mniej niż ich koledzy po fachu w Niemczech czy Irlandii? Dopóki społeczeństwo nie nauczy się skąd biorą się te różnice, nie można oczekiwać że w Polsce będzie lepiej.

Pod tym względem, jak Pan słusznie zauważa, w znaczący sposób różnimy się od społeczeństw zachodnich. Francuzi kupują francuskie ubrania, żywność, trunki, samochody etc. Podobnie rzecz się ma z Niemcami, Irlandczykami, Japończykami czy Amerykanami. Tamtejsze społeczeństwa umieją postrzegać własne korzyści przez pryzmat interesu ekonomicznego wspólnoty, którą jest przecież każda rodzina, gmina,miasto czy państwo. Zdecydowały o tym nie tylko względy kulturowe. Jest to także wynik wieloletnich kampanii społecznych.

Rządzący naszym państwem mogliby zająć się ekonomiczną edukacją polskiego społeczeństwa. Mogliby, ale nie mają czasu”, bo politycy żyją w czteroletnim cyklu, od wyborów do wyborów. Pochłonięci swoimi sprawami i żyjący pod dyktando sondaży nie zawracają sobie głowy perspektywicznym, myśleniem zwłaszcza na temat gospodarki. Czy w takiej sytuacji nie należałoby zadać sobie pytania skoro nie „oni”, to dlaczego nie „my”. Stąd właśnie idea „Inteligentnego portfela”. Edukacja ekonomiczna jest wielką rezerwą po którą należy sięgnąć, szczególnie w dobie kryzysu.