Do Unii Europejskiej Polska należy od 2004 roku, ale nadal trudno zrozumieć dlaczego zarobki w obrębie wspólnoty są tak zróżnicowane.

Jedną z grup zawodowych najgłośniej narzekającą na niskie zarobki, w porównaniu z tymi jakie oferują kraje zachodniej Europy, są lekarze. Nieustannie słyszymy ich skargi na niskie uposażenia, ale przeciętny Polak nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego pensje naszych medykow są znacznie mniejsze niż wynagrodzenia ich kolegów po fachu w Niemczech czy Irlandii.

Tymczasem odpowiedź jest całkiem prosta. Pacjenci w Niemczech czy Irlandii, którzy więcej zarabiają, mogą zapłacić więcej za medyczną usługę. Polski pacjent, mający mniej zasobny portfel, ma ograniczone możliwości finansowe. A przecież powszechnie wiadomo, że towar czy usługa są tyle warte, ile zechce zapłacić za nie klient. Chodzi tu oczywiście nie tylko o prywatną, ale także i o publiczną służbę zdrowia. W krajach zachodnich składki zdrowotne mają odpowiednio wyższą wartość w porównaniu z naszym krajem, a więc i zarobki są wyższe.

Co zatem powinien zrobić polski lekarz, żeby zarabiać więcej? Powinien zrobić wszystko, żeby i jego pacjenci więcej zarabiali. Czy jest możliwe? Czy lekarz może mieć wpływ na to, ile zarabiamy?

Wyobraźmy sobie, że Unia Europejska jest zamkniętym morzem, pełnym ryb. Pływają po nim kutry, na których powiewają bandery państw członkowskich. Każdy z krajów ma co prawda swoje wody terytorialne, ale ponieważ granice są tylko umowne, kutry mogą swobodnie przemieszczać się po całym akwenie. Każdy z nich będzie miał tyle ryb, ile zdoła złowić. Wszystko zależy od sprawności poszczególnych kutrów i ich wyposażenia.

Znajdujemy tu odniesienie do rozwoju gospodarczego poszczególnych państw członkowskich unii. Im bardziej przyczyniamy się do rozwoju własnej, ekonomicznej wspólnoty (łowimy więcej ryb), tym wyższe będziemy mieli wynagrodzenia, świadczenia socjalne i lepszą jakość usług medycznych (mamy więcej ryb do zjedzenia).

Konsumenckie decyzje mieszkańców każdego z państw mają bezpośredni wpływ na ich kondycję gospodarczą. To czy nasz polski kuter będzie nowoczesny, a jego sieci staną się pełne ryb, zależy tylko od nas.

Jeśli polski lekarz, na co dzień żywi się rybami z polskiego kutra, ale swoim pacjentom najchętniej zapisuje leki produkowane przez zagraniczne komcerny farmaceutyczne, w sytuacji gdy mają one polskie, rownie dobre i tansze odpowiedniki, wowczas dolewa paliwa do zagranicznych kutrow. Tym samym przysparza większej ilości ryb innym wspłnotom ekonomicznym. Udane połowy to dla każdego z armatorow możliwość inwestowania w sieci i park maszynowy. Z czasem kuter można zamienić na trauler. Polski lekarz wspierając inną wspólnotę ekonomiczną jednocześnie ma pretensję, ze polski kuter łowi za mało ryb i jest ich niewiele do podziału między wszystkich członków własnej ekonomicznej wspólnoty. Tymczasem medyk nie robi nic, żeby przyczynić się do wymiany silnika polskiego kutra i kupna lepszych sieci.



Podejmując określone konsumenckie decyzje musimy mieć świadomosc tego, że żyjemy w określonej, ekonomicznej wspólnocie. Im bardziej przyczynimy się do jej gospodarczego rozwoju (kuter powinien łowić jak najwcej ryb), tym więcej zyskamy. Dotyczy to nie tylko świadczeń społecznych, ale przede wszystkim naszych zarobków. Będą one tym wyższe, im bardziej nowoczesny będzie polski kuter z napisem Produkt Krajowy Brutto /PKB/.