NOWY TREND CZY DAWNO SPRAWDZONY SPOSÓB NA BUDOWANIE DOBROBYTU?

Mieszkańcom krajów zachodnich zazdrościmy dobrobytu. Jednak oni do swojej zamożności przyczyniają się sami. W takich krajach jak Irlandia czy Niemcy aż 80 proc. konsumentów przywiązuje ogromną wagę do kupowania rodzimych produktów. Po prostu uważają je za najlepsze. Decydują o tym nie tylko względy kulturowe. To także skutek przeprowadzanych w tych krajach kampanii społecznych, które przyczyniły się do ukształtowania dojrzałego, świadomego konsumenta.

Irlandia edukuje swoje społeczeństwo od polowy lat 70tych. Takie akcje jak „Kupuj irlandzkie czy „Gwarantowana irlandzkość” uświadamiają mieszkańcom „zielonej wyspy”, że kupowanie rodzimych produktów przyczynia się do wzrostu gospodarczego kraju. W irlandzkich sklepach można zobaczyć tabliczki informujące o tym, ile w danym dniu zakupiono tam rodzimych produktów. Współczynnik Irlandczyków, którzy kupują towary wyprodukowane we własnym kraju sięga 60 procent. Podobnie jest w niemieckich landach. Poza Europą ze swoimi produktami utożsamiają się bardzo mocno Amerykanie i Japończycy.

Budowanie poczucia ekonomicznej więzi w krajach zachodnich było procesem wieloletnim. Tak skuteczne kształtowanie konsumenckiej świadomości było możliwe przy współdziałaniu całego społeczeństwa. Niezwykle pozytywną rolę odegrali politycy zasiadający w rządzie i parlamencie, instytuty naukowo badawcze, a wszystko to przy ogromnym wsparciu opiniotwórczego środowiska dziennikarskiego. Dla każdego stało się oczywiste, że to konsument może mieć realny wpływ na wielkość PKB, a tym samym na zamożność swojego państwa i zasobność swojego portfela.

W Polsce zdajemy się tego nie rozumieć. Potwierdzają to statystyki.

Ośrodek Badań Opinii Społecznej /TNSOBOP/ sprawdzał preferencje zakupowe Polaków. Okazało się, że dla 87 proc. badanych najważniejsza przy wyborze określonego produktu jest cena, 48 proc. wskazało na jakość i gatunek, dla 65 proc. ważna była data ważności, dla 43 proc. producent i marka. Zaledwie 5 proc. polskich konsumentów przy zakupach zwraca uwagę na pochodzenie produktu, czyli tak naprawdę na jego opłacalność.(źródło: Wprost 1 lutego 2009) / tu można dać wykres/

 

BOGACI JUŻ TO WIEDZĄ, MY JESZCZE NIE

Nasze wszystkie wcześniejsze rozważania moglibyśmy zamknąć w jednym krótkim stwierdzeniu. Koncentrujmy się na tworzeniu bogactwa, a nie dzieleniu biedy! To stwierdzenie jest oczywiste dla obywateli krajów zamożnych. Jeśli zazdrosnym okiem spoglądamy w stronę Irlandii, przeżywającej w ostatnich latach prawdziwy najazd naszych rodaków, spragnionych wyższych zarobków, to warto prześledzić poniższe dane statystyczne. Pokazują one dlaczego tak bardzo różnimy się od Irlandczyków, którzy w przeciwieństwie do nas zdają się rozumieć doskonale pojęcie ekonomicznej wspólnoty i prawa, jakimi ta wspólnota powinna się rządzić.

 

Wykres ten pokazuje wielkość PKB oraz Budżetu Państwa w przeliczeniu na jednego mieszkańca w Polsce i w Irlandii.

Skąd się biorą dysproporcje pokazuje tabela poniżej.

Kupowanie produktów rodzimego pochodzenia (z którego wartość dodana pozostanie w Polsce) oznacza, że każdy z nas inwestuje w swoją ekonomiczną wspólnotę (Polskę) i w jej wspólny portfel. Ta inwestycja wróci do nas i naszych rodzin w postaci dodatkowych świadczeń.

Kupując produkty obcego pochodzenia, inwestujemy w inne kraje, gdzie pozostanie wartość dodana z danego produktu. Tam będą mieli lepsze drogi, lepszą służbę zdrowia, szkolnictwo, bezpieczeństwo, wysokie emerytury i tam będą lepiej zarabiać.

ZAPAMIĘTAJ
Postawy ekonomicznej wiedzy i konsumencka świadomość pomagają w podejmowaniu dobrych decyzji przy kupowaniu określonych towarów.