INNOWACYJNOŚĆ POPŁACA

Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że każdy produkt w swojej cenie zawiera wartość pracy osób, które uczestniczyły w jego wytwarzaniu. Praca, która przecież także jest towarem, ma różną wartość rynkową.

W przedsiębiorstwie produkcyjnym obsługa linii montażowej kosztuje znacznie mniej niż praca konstruktorów, menadżerów zajmujących się finansami i marketingiem czy też członków zarządu firmy. Jeśli wykonujemy wysoko specjalistyczną pracę, jako towar zostanie ona wyceniona wyżej. W krajach, które lokują u siebie droższe miejsca pracy, średnia wynagrodzeń jest wyższa.

Nie należy przy tym zapominać o wydajności i efektywności naszej pracy. Często narzekamy na swoje zarobki, ale zdarza się, że nie chcemy się dokształcać. Niechętnie podejmujemy studia podyplomowe, a uczestnictwo w kursach i szkoleniach traktujemy jako przykry obowiązek. Bywa, że pracujemy „na pół gwizdka, a w zamian za to oczekujemy wysokiego uposażenia. Odwołajmy się tu do konkretnego przykładu z naszego krajowego podwórka. Jeden sędzia w Polsce rozstrzyga średnio 203 sprawy rocznie. W Irlandii, na jednego sędziego przypada średnio 2216 spraw czyli 11 razy więcej. Jest więc oczywiste, że jego zarobki są proporcjonalnie większe. (Źródło: Wprost, dane: Instytut Wymiaru Sprawiedliwości)
Za efektywność i wyższą jakość każdy pracodawca będzie skłonny zapłacić więcej.

Nasza praca jest tyle warta ile ktoś zechce za nią zapłacić. W dobie globalizacji i otwartych granic konkurencja istnieje nie tylko pomiędzy produktami, ale również pomiędzy naszą pracą, którą przecież sprzedajemy. Miejmy przy tym świadomość tego, że konsument nie musi kupować naszej pracy, jeżeli ktoś na świecie zaoferuje mu ją taniej. Ten ekonomiczny mechanizm najlepiej odzwierciedla wzmożony popyt na chińskie produkty.

Załóżmy, że chcemy kupić koszulę. W sklepie musimy dokonać wyboru między dwiema koszulami tej samej jakości. Jedna z nich została uszyta w Chinach, druga w Polsce. Koszula chińska jest tańsza i właśnie tę kupujemy. O jej cenie zdecydowała niska wartość pracy Chińczyka włożonej w jej uszycie. Ekonomiczny rachunek jest jasny. Jeżeli chcemy wytwarzać koszule, to wynagrodzenie za ich szycie musi być porównywalne do pensji w Chinach. W przeciwnym razie konsumenci nie kupią koszul wyprodukowanych przez nas, a więc nie kupią naszej pracy.

Jaki płynie dla nas z tego wniosek? Aby więcej zarabiać musimy wykonywać specjalistyczną pracę, którą nie jest łatwo powielić. Mechaniczną pracę przy taśmie montażowej przedsiębiorstwa może wykonywać niemal każdy. Stanowisko konstruktora czy finansisty wymaga odpowiedniego wykształcenia popartego doświadczeniem.

Kiedy zagraniczne firmy inwestują w Polsce słyszymy, że powstają kolejne miejsca pracy. Rzadko jednak mówi się o tym, że obcy kapitał centra zarządzania koncernami pozostawia w swoim kraju. Tam lokowane są droższe, specjalistyczne posady, tworzące wartość dodaną ceny towaru produkowanego w Polsce. Kadra zarządzająca i ta zajmująca się opracowywaniem technologii przyczynia się do wzrostu PKB swojego kraju. Do polskiej beczki trafi jedynie wartość dodana, związana z kosztami montażu.

To dobrze, że w Polsce inwestują zagraniczne firmy, które dają pracę. Zastanówmy się jednak czy chcemy być tylko dostarczycielami siły roboczej i producentami niektórych towarów, czy raczej powinniśmy postawić na rozwój rodzimych firm, które będą tworzyły w naszym kraju drogie, wysokospecjalistyczne stanowiska pracy. Dzięki temu młodzi, wykształceni Polacy pozostaną w kraju.

Firmy z rodzimym kapitałem na ogół wytwarzają większą wartość dodaną w swoim kraju, aniżeli firmy zagraniczne. Składają się na nią nie tylko koszty montażu, ale także zarządzania, badań i rozwoju oraz technologii.
O konieczności wspierania rodzimego kapitału na łamach„Rzeczpospolitej”(7.10.2007) pisze Krzysztof Pawłowski, rektor Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu. „Dziś w Polsce zasadniczy wzrost PKB wypracowują polskie odziały dużych korporacji zagranicznych. To świetnie, ale za kilka lat okaże się, że w tańszy sposób i porównywalnej jakości produkty można wytworzyć w innym kraju. Wtedy korporacje, kierując się zadaniem maksymalizacji zysku, przeniosą fabryki gdzie indziej. Firmy rodzinne, przeważnie małe lub średnie, są zaś mocniej związane z miejscem pochodzenia, zamieszkania i nawet, gdy już się rozwiną w duże firmy i utworzą nowe fabryki za granicą, to pozostawią centra zysku w Polsce (chyba że państwo nadal będzie próbowało je łupić). Wciąż jeszcze nie dostrzega się tak ważnego w gospodarce faktu, że mądre prawo i firmy rodzinne najmocniej zapewniają długotrwały wzrost gospodarczy każdego państwa”.
Inwestycje zagraniczne mogą być motorem wzrostu gospodarczego, ale niestety krótkotrwałego. Kiedy przychodzi ekonomiczny kryzysu, międzynarodowe korporacje, kierując się zadaniem maksymalizacji zysku, przenoszą swoje fabryki tam, gdzie mogą wytworzyć swój taniej.
Gospodarczą stabilizację zapewniają krajowi jedynie mocne, rodzime firmy, które nie tylko są mniej skłonne do przenoszenia produkcji za granicę (chociażby ze względu na bariery językowe), ale rozwijając się, eksportują produkty, wiedzę i technologię. W ten sposób przyczyniają się do większego wzrostu PKB. Warunkiem długofalowego wzrostu gospodarczego jest rozwój eksportu produktów firm krajowych.
Nie chodzi o to, by dyskredytować firmy zagraniczne lokujące swoją produkcję w Polsce. Ważne jest, abyśmy pamiętali na co dzień, kto i co tak naprawdę na dłużej może zapewnić nam dobrobyt.


ZAPAMIĘTAJ


Kupując produkty, w których jest jak najwięcej wartości dodanej i wytworzonej w Polsce, przyczyniasz się do tworzenia wysokospecjalistycznych, droższych miejsc pracy, oferowanych członkom naszej ekonomicznej wspólnoty. Wpływa to na wzrost średnich wynagrodzeń.