IM WIĘCEJ PRACUJĄCYCH, TYM PEŁNIEJSZA EKONOMICZNA BECZKA

Aby produkt Krajowy Brutto był jak najwyższy w naszej wspólnocie ekonomicznej musi być jak najwięcej tych, którzy go wytwarzają. Konieczne jest zachowanie właściwych proporcji między tymi, którzy przyczyniają się do zwiększenia zawartości ekonomicznej beczki, a tymi, którzy z beczki czerpią np. zasiłki czy świadczenia emerytalno-rentowe. Ta równowaga w dużej mierze została zachwiana przez emigrację zarobkową młodego pokolenia. Wobec braku pracy i możliwości zawodowego rozwoju polska młodzież swojej szansy zaczęła szukać za granicą.

Po co ten lament, zapytają niektórzy. Przecież w ten sposób wzrasta wartość Produktu Krajowego Brutto, w przeliczenie na jednego mieszkańca, bo teoretycznie jego wartość w danym roku, podzielona na mniejszą ilość obywateli kraju, powinna być wyższa. To błędny wniosek. Młodzi ludzie, którzy są przecież w wieku produkcyjnym, z chwilą wyjazdu z Polski przestają powiększać wartość rodzimego PKB, natomiast pracując za granicą powiększają PKB kraju, w którym się osiedlili.

Dalszy odpływ młodego pokolenia do krajów zachodnich może oznaczać, że w dłuższej, czasowej perspektywie niewiele skorzystamy z szansy, jaką dało nam wejście do Unii Europejskiej.

Spójrzmy na wykres, który pokazuje konsekwencje wyjazdu młodych Polaków do pracy za granicę. Porównajmy bilans dotacji, jakie otrzymamy z UE oraz składki i podatki jakie 1 mln Polaków mogłoby wpłacić do Polskiego Budżetu w ciągu 40-tu lat pozostawania w wieku produkcyjnym. Wniosek jest jednoznaczny. Wpływy kilkakrotnie przewyższyłyby unijne dotacje.

 

 

Wyliczenia dokonano według wzoru: 1 000 000 Polaków x 2000 zł/ m-c (suma podatków i składek płaconych miesięcznie przez to 4000 zł miesięcznie) x 12 miesięcy x 40 lat.

Z powyższych wyliczeń jasno wynika, że emigracja zarobkowa wcześniej czy później obraca się przeciwko każdej ekonomicznej wspólnocie.

Masowe wyjazdy młodych ludzi za granicę to tylko jedna z przyczyn niskiego, polskiego PKB. Prawdziwą zmorą gospodarki są wcześniejsze emerytury. W wieku 55-64 lat zaledwie 28 proc. Polaków jest aktywnych zawodowo. Dla porównania, w Estonii – 58 proc. Podobnie jest w innych krajach. W chwili obecnej na 40 mln Polaków, tylko 5 mln pracuje w gospodarce i wytwarza wartość dodaną. Na wcześniejsze emerytury nasz budżet wydaje rocznie 20 mld zł. Za te pieniądze można by stworzyć 200 tys. nowych miejsc pracy. (źródło: Polityka nr 6, 9 lutego 2008)
Nie ma w tej chwili ważniejszej rzeczy, niż zachęcanie potencjalnych emerytów do dłuższej pracy, bo gospodarka może zarobić na wszystkie potrzeby naszej ekonomicznej wspólnoty tylko przy wysokim wzroście PKB. Zazdrościmy innym krajom zamożności, ale nie chcemy myśleć o tym, że źródłem dobrobyt, np. w Skandynawii, nie są wysokie podatki, ale praca. W Szwecji zawodowo pracuje 70 proc. osób w wieku produkcyjnym, w Polsce zaledwie 54 proc. (źródło: Polityka nr 6, 9 lutego 2008) .

Aby młodzi ludzie chcieli pozostać w kraju, muszą mieć pracę, która zapewni im dobre zarobki i da satysfakcję. Takie pragnienia mają również ci, którzy obecnie tak chętnie korzystają z wcześniejszych przywilejów emerytalnych. Wniosek jest prosty i oczywisty. Naszej gospodarce potrzeba nowych miejsc pracy.


ZAPAMIĘTAJ


Kupując produkty, w których jest jak  najwięcej wartości dodanej i wytworzonej w Polsce, wspierasz rodzime przedsiębiorstwa. Ich rozwój oznacza wzrost produkcji, a w konsekwencji wzrost zatrudnienia.